31.03.2014

Do trzech razy sztuka

Mówi się do trzech razy sztuka. Po zakupie domu na wsi zaświtała myśl, żeby wrócić po latach do dawnych marzeń i urządzić sobie pasiekę. Pomysł dojrzewał dość długo. Zacząłem dużo czytać na ten temat. Im więcej czytam, tym wydaje mi się, że mniej wiem. Z nastaniem wiosny zadzwoniłem do gorzowskiego związku pszczelarskiego, tam skierowano mnie do Koła Pszczelarskiego nr 3 w Strzelcach Krajeńskich, którego prezes p. Kazimierz Goździk, jednocześnie właściciel sporawej pasieki zobowiązał się wyposażyć mnie bezpłatnie w dwie rodziny pszczele. Pomoc nieoceniona tym bardziej, że na początku czekają mnie dość spore wydatki, gdyż wszystko muszę zaczynać od zera i zacząć od zakupu minimalnego chociaż wyposażenia, uli, ramek, stojaków, podkurzacza, kapeluszy, dłut, zmiotek i niezliczonej ilości drobiazgów. Jest to moje trzecie podejście do pszczelarzenia. Pierwszy ul wyfasowali mi rodzice od pszczelarza, który przez wiele lat przywoził do nas pasiekę. Pszczoły niestety nie przeżyły zimy. Cukier był w tych czasach na kartki i miałem do dyspozycji tylko 8 kg. Za mało, jak na przezimowanie jednej rodziny. Było to jakieś 35 lat temu. Drugie podejście wykonałem na przełomie lat 90-ch. Wtedy wyfasowałem 4 ule, które stały sobie w ogródku przy moim służbowym domu w Darżu, w którym pracowałem jako kierownik PGR-u. Po dwóch latach też musiałem to zarzucić i przeprowadzić się do miasta z powodów, które wolałbym tu zmilczeć. Zamieszkanie na wsi spowodowało, że stary sentyment wrócił, tym bardziej, że pojawiły się zupełnie nowe możliwości. Niczego teraz nie brakuje. Trzeba tylko wyłożyć sporo pieniędzy na początek. No i cukier jest tani i co najważniejsze bez kartek. Moja najukochańsza żona przyklasnęła temu pomysłowi, aczkolwiek nasza pierwsza wizyta w zawodowej pasiece przeraziła ją nie na żarty. Wszędzie były pszczoły, które latały i bzykały. 
Już wcześniej wybraliśmy miejsce na pasieczysko. Będzie ciekawie.
Przy okazji pomyślałem, żeby swoje spostrzeżenie dokumentować na blogu. Może komuś to się do czegoś przyda, jak zechce zacząć tak jak ja.
Jak na razie zacząłem od zapisania się do Polskiego Związku Pszczelarskiego i kupna książki Wandy Ostrowskiej "Gospodarka Pasieczna". W sklepie pszczelarskim dostałem za darmo katalog producenta sprzętu pszczelarskiego i zacząłem to wszystko w kółko czytać. Miejsce na pierwsze ule wybrałem wspólnie z żoną.
Zaciszny zakątek naszego ogrodu
Teren o powierzchni około 1 ara. Obrośnięty naokoło wysokim żywopłotem. W takich warunkach pszczoły nie powinny przeszkadzać sąsiadom.