17 maja po powrocie z narady w Zakopanem zajrzałem do uli. Spodziewałem się tam znaleźć młody otwarty czerw. Niestety nic. Ani w jednym, ani w drugim ulu. W tym po lewej dwa mateczniki na wygryzieniu. Stąd wywnioskowałem, że matki nie zostały przyjęte, albo się nie unasienniły. Pospieszna wizyta u mojego mentora i akcja ratunkowa. Mentor potwierdził naocznie, że matek w moich ulach niet. W jego obecności w "tym po lewej" wygryzła się matka. Do drugiego włożył matecznik "na wygryzieniu". Przy okazji zauważył, że rodnie są zalane netkarem i młodym miodem. We wtorek zadzwonił i powiedział: "trzeba wirować, bo inaczej nie będzie z tego nic". Pożyczył mi starą miodarkę wyprodukowaną jeszcze w DDR. Miodarka jeszcze w świetnym stanie, ale trzeba pomalować lakierem spożywczym, bo obudowa ocynkowana. W środę z Nestorem podebraliśmy po 4 ramki z każdego gniazda i wykręciliśmy ponad pół wiadra. Niestety miód był niedojrzały i poszedł do zamrażarki. Jak przyjdzie odpowiedni moment, to się rozmrozi i poda pszczołom przerobią na pełnowartościowy miód. Do uli zajrzę ostatniego maja, do tego czasu matki powinny się unasienić i zacząć czerwić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz